Dzień zaczynałem bardzo
pozycjonowanie |Lampy |działki wrocław
„Dzień zaczynałem bardzo wcześnie. Niemal o wschodzie słońca. Zsuwałem się z balkonu, gnałem nad brzeg rzeczki i bez względu na pogodę wskakiwałem do wody. Było to znacznie przyjemniejsze niż chlapanie się w miednicy. Potem, dzwoniąc zębami, galopkiem do domu. Pajda chleba w rękę i z powrotem nad Trupieniec, tym razem z wędką. Rzeczka była nad podziw rybna. Przede wszystkim dorodne płocie, klenie i opasłe „garbusy", czyli duże okonie. Trafiały się czasem pokaźne szczupaki. Nic więc dziwnego, że połów bywał zazwyczaj obfity, choć nie " znano jeszcze nylonowych żyłek i przemyślnych kołowrotków, a łowiło się na zwykły leszczynowy kij i sznurek wędkowy, w najlepszym razie pleciony z końskiego włosia.
Las pociągał mnie z nieprzepartą siłą. Nie chciałem przebywać w pobliżu domu. Na nic się zdały wszystkie wysiłki mamy, toteż machnęła w końcu ręką i zaraz po wspólnym śniadaniu ładowała mi do chlebaka parę grubych kanapek, ja zaś dokładałem butelkę z herbatą i dzierżąc specjalnie wyrobiony kij ruszałem gdzie oczy poniosą. Zawsze jednak mówiłem mamie, z grubsza, dokąd idę to do wieży triangulacyjnej na Górze Rotbarta, to znowu w las pod Szewcami lub do jodłowego matecznika za Posłowickimi Wzgórzami, na ryby pod stary młyn, albo na spływ balią w kierunku rzeki Nidy.“(4)
Domy Szczecin |Podwieczorek przy fortepianie |zamki do drzwi
„Dzień zaczynałem bardzo wcześnie. Niemal o wschodzie słońca. Zsuwałem się z balkonu, gnałem nad brzeg rzeczki i bez względu na pogodę wskakiwałem do wody. Było to znacznie przyjemniejsze niż chlapanie się w miednicy. Potem, dzwoniąc zębami, galopkiem do domu. Pajda chleba w rękę i z powrotem nad Trupieniec, tym razem z wędką. Rzeczka była nad podziw rybna. Przede wszystkim dorodne płocie, klenie i opasłe „garbusy", czyli duże okonie. Trafiały się czasem pokaźne szczupaki. Nic więc dziwnego, że połów bywał zazwyczaj obfity, choć nie " znano jeszcze nylonowych żyłek i przemyślnych kołowrotków, a łowiło się na zwykły leszczynowy kij i sznurek wędkowy, w najlepszym razie pleciony z końskiego włosia.
Las pociągał mnie z nieprzepartą siłą. Nie chciałem przebywać w pobliżu domu. Na nic się zdały wszystkie wysiłki mamy, toteż machnęła w końcu ręką i zaraz po wspólnym śniadaniu ładowała mi do chlebaka parę grubych kanapek, ja zaś dokładałem butelkę z herbatą i dzierżąc specjalnie wyrobiony kij ruszałem gdzie oczy poniosą. Zawsze jednak mówiłem mamie, z grubsza, dokąd idę to do wieży triangulacyjnej na Górze Rotbarta, to znowu w las pod Szewcami lub do jodłowego matecznika za Posłowickimi Wzgórzami, na ryby pod stary młyn, albo na spływ balią w kierunku rzeki Nidy.“(4)
Domy Szczecin |Podwieczorek przy fortepianie |zamki do drzwi